Listy od R.

„Póki serce bije jest nadzieja”

Ten cytat wypowiedziany przez naszego przyjaciela, prowadził nas przez całą ciążę, od początku ciążę trudną, powikłaną i według lekarzy skazaną na porażkę.

Mam na imię Sabina, wraz z moim mężem Krzyśkiem przeszliśmy długą, niepewną, usłaną tragicznymi prognozami drogę do spotkania z naszym Cudem życia, naszą córką Ritą.

Nasza historia jest długa, zaczęła się w 2018 roku, kiedy to zachorowałam na raka piersi. Niestety leczenie i chemioterapia skutecznie obniżyły nasze szanse na zajście w naturalną ciążę praktycznie do zera. Pomimo trudności wierzyliśmy, że jeszcze kiedyś Pan Bóg da nam szansę zostania rodzicami, czy biologicznymi, czy też adopcyjnymi.

W lipcu 2021 roku dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży. Cud!

Już od ósmego tygodnia ciąży zmagałam się z dużym krwiakiem podkosmówkowym, który spowodował obniżenie szansy na utrzymanie ciąży do 20%. Nigdy nie zwątpiliśmy. Krwiak wchłonął się po paru tygodniach. Niestety nasza radość nie trwała długo. Niespełna po dwóch tygodniach od dobrych wieści, nagle pękły mi błony płodowe w 16 tygodniu ciąży. Szpital, diagnoza – bezwodzie, zagrożenie ciężką infekcją, sepsą, 1% szans na utrzymanie ciąży, jeszcze mniej na życie i sprawność dziecka po urodzeniu.

Mieliśmy wybór, ponieważ moje życie było zagrożone – aborcja lub utrzymanie ciąży skazanej według lekarzy na porażkę. Lekarze mówili o najgorszym – u dziecka nie wykształcą się płuca, że komfort życia będzie żaden i będzie cierpiało, jeśli w ogóle się urodzi, a do tego, jeśli wda się infekcja mogę tego nie przeżyć.

Zawierzyliśmy sprawy Bogu. Tylko to nam zostało. Prosiliśmy o wskazanie drogi. Uwierzyliśmy w naszą Córkę. Po paru dniach w szpitalu, wód zaczęło przybywać, na USG widoczne były sprawne nerki, aczkolwiek poziom wód był tak mały, że lekarze wciąż nie dawali nadziei. Mówili, że takie ciąże kończą się poronieniem po dwóch tygodniach od pęknięcia błon. Mimo wszystko, zdecydowaliśmy się dać szansę naszej niezłomnej Córce, która dzień po dniu udowadniała swoją wolę życia.

Po trzech tygodniach antybiotykoterapii zachowawczej, zostałam wypisana do domu, ponieważ nie wdała się żadna infekcja. I tu zaczęła się największa walka z niepewnością i obawami. Żaden lekarz do samego końca nie był w stanie przekazać nam dobrych wieści. Wód praktycznie nie było, płuca nie były widoczne w czasie badań USG. Do ostatniego momentu nie wiedzieliśmy w jakim stanie urodzi się Rita. Modliliśmy się do Matki Bożej, do św. Rity, naszej długoletniej już patronki. Zawierzyliśmy Bogu, przyjmując dzień po dniu.

Po wyjściu ze szpitala lekarz prowadząca poleciła nam kontakt z Hospicjum Perinatalnym TuliPani, w którym specjaliści pomogą nam przygotować się na wszystkie scenariusze dotyczące rozwiązania ciąży.

Spotkanie z Panią Wiolą, Panią psycholog Magdą oraz Panią Doktor Aleksandrą totalnie nas odmieniło. Pierwszy raz usłyszeliśmy, że wcale nie musi być aż tak źle, jest to wysoce prawdopodobne, ale nie skazane na totalną porażkę. Ogrom ciepła, wsparcia, wiedzy i zrozumienia jaki otrzymaliśmy przerósł nas. W końcu ktoś prawdziwie uwierzył w nasze dziecko i w nas jako rodziców heroicznie walczących z jednoznaczną diagnozą.

Do dziś pamiętam słowa Pani Wioli, koordynatorki perinatalnej opieki paliatywnej, która po usłyszeniu naszej historii stwierdziła, że „to już jest wojowniczka, ja czuję, że będzie dobrze” oraz wiadomość przekazaną przez doktor Aleksandrę od innych rodziców ” nigdy nie wątp w swoje dziecko”. Razem, ze wsparciem osób z hospicjum perinatalnego szliśmy przez te 18 tygodni w wierze i nadziei, przygotowani na każdy ze scenariuszy. Pomagali zawsze i o każdej porze. Nieoceniona jest rola jaką specjaliści z TuliPani odegrali w całej tej historii. Dziękuję to za mało. Nie ma słów, by opisać naszą wdzięczność.

Leżałam 18 tygodni. Wody sączyły się każdego dnia, a ich poziom był drastycznie mały. Rita była ściśnięta, bez możliwości swobodnego ruchu. Modliliśmy się, kontrolowałam parametry infekcji, jeździłam na cotygodniowe kontrole USG, które zawsze kończyły się podobnie – opinia lekarza nie pozostawiała złudzeń na pozytywne zakończenie. Bez wód dziecko nie ma prawa się prawidłowo rozwinąć.

Nasza córka Rita urodziła się 12.03.2022 w 33 tygodniu ciąży. Zdarzył się Cud, w który przedstawicielki Hospicjum TuliPani nigdy nie pozwoliły nam zwątpić. Rita miała nie oddychać sama, być niepełnosprawna, a urodziła się zdrowa i oddychała samodzielnie. Otrzymała 10 pkt w skali APGAR. Pomijając powikłania wcześniacze i fakt, że wiele narządów w tym mózg jeszcze się kształtuje, jest dosłownie i w przenośni cudownym dzieckiem. Aż tak dobrego zakończenia nikt się nie spodziewał. Rita pokazała, że statystyki to jedno, a jej wola życia i wola Boża jest czymś co wykracza poza wiedzę medyczną.

Wierzymy, że będzie dalej zdrowo rosła i prawidłowo się rozwijała.

Chcielibyśmy ogromnie podziękować za wsparcie Hospicjum Perinatalnego TuliPani -duchowe, mentalne, medyczne i psychologiczne oraz ludziom, którzy w nas wierzyli do samego końca. Choć jak już wspomniałam nie ma słów by wyrazić nasza wdzięczność 🙂

Sabina, Krzysiek i mała Ritka <3